Jak ma się jedzenie roślinne do…? Część 1- głód na świecie, zanieczyszczenie środowiska, popyt.

Zanim zacznę, chciałabym wyjaśnić pewien często powtarzany i utarty błąd logiczny. To nie środowisko potrzebuje ludzi, tylko ludzie potrzebują środowiska. Potrzebujemy tych wszystkich lasów, gatunków zwierząt, natury dzikiej i surowej. Bez tego jesteśmy skończeni. To w naszym interesie leży, żeby nasza planeta nie była zanieczyszczona, żeby zmiany klimatu nie postępowały. Bo Ziemia przetrwa te wszystkie susze, powodzie, topienie lodowców, pożary, wyjałowienia. Pozbędzie się rasy ludzkiej (praktycznie jedynego winowajcy jej niszczenia), przeczeka, zregeneruje się i z popiołów wyrosną nowe rośliny, powstanie nowe życie. To od nas zależy, czy my również będziemy tym popiołem. 

Mogło się nam wydawać, że te prawdziwe skutki zmian klimatu nas nie będą dotyczyły. Bo to się wydarzy za ileś tam lat, z uwzględnieniem tego, że pewnie będzie tak jak z końcem świata w 2012 roku, że media rozdmuchują problem globalnego ocieplenia, które i tak przecież nie istnieje, bo zimą mamy śnieżyce i inne takie. Każdy odsuwa problem od siebie, bo przecież gdy nadejdzie czas, władze na pewno się tym zajmą, na pewno coś zostanie wymyślone do tego czasu, na pewno w sytuacji kryzysowej ludzie podejmą działania, na pewno wtedy zadziałamy. Tylko, że ten czas już przyszedł. Nie wiem gdzie wg was leży granica pomiędzy zniszczonym środowiskiem, które jeszcze można olać, jakoś to będzie, a zniszczonym środowiskiem, które trzeba ratować już teraz, w tym momencie podjąć działania. Nie wiem jak sobie wyobrażaliście nadchodzące katastrofy skali światowej. Że niebo zasnuje się ciemnymi chmurami, rozlegnie się karcący głos boga, ziemia pęknie w pół w jeden dzień? Bo rzecz w tym, że moment, ostatni moment w którym możemy działać, żeby jeszcze to zmienić, jest TERAZ. Zmiany nie postępują nagle w jeden dzień. Ale stopniowo od kilkunastu/kilkudziesięciu lat. Każdego dnia, kiedy imprezujemy, smacznie śpimy, obchodzimy święta, lasy są wypalane, miliony zwierząt okrutnie zarzynane, powietrze otruwane. Ten moment, o którym myślicie że kiedyś nadejdzie (prawdopodobnie jeszcze nie za waszego życia) – nadszedł teraz. Takie zmiany nie wydarzają się ot tak, nagle bez ostrzeżeń. To zmiany ciche, masowe i długotrwałe. Dlatego nikt ich nie zauważa. Dlatego nie możecie liczyć na władze, bo oni tego też nie zauważają albo nie chcą, bo to mało opłacalne. Kolejne rządy się tym przecież mogą zająć. To tak jakbyś oczekiwał, że w przypadku kiedy ktoś będzie ginął na oczach ludzi w mieście, na pewno ktoś to zauważy, na pewno ktoś coś z tym zrobi, na pewno ktoś będzie wiedział co z tym zrobić. Jednak bardzo często zachodzi tzw. rozproszenie odpowiedzialności i człowiek umiera, mimo że było minimum kilka osób, które mogły mu pomóc. Teraz mamy problem globalnego rozproszenia odpowiedzialności. I to nigdy nie zaskoczy. Taka postawa, nie uratuje nawet jednostki. Kto zwykle ratuje ginącego człowieka (z poprzednio opisanej sytuacji)? Człowiek, który nie oczekuje, że ktoś za niego uratuje innemu człowiekowi życie, który działa, a nie czeka na odpowiedni moment. Bo zdradzę wam sekret, który tyczy się wszystkiego w życiu. Moment, który wyobrażacie sobie jako idealny do działania, do powiedzenia komuś o swoich uczuciach, do rzucenia pracy której nienawidzicie, do wyjechania, do robienia tego co słuszne NIE ISTNIEJE. Jedyny idealny moment na działania jest TERAZ. Możecie sobie wmawiać, że przecież zawsze jakieś zmiany klimatyczne były, że zawsze się jadło mięso, że zawsze to, że zawsze tamto. Myślicie, że jakie argumenty przedstawiały osoby przeciwne zniesieniu niewolnictwa czy podziału na czarnych i białych? Naprawdę chcecie być tymi osobami, których argumentem jest „zawsze było = słuszne”? Nie zamykajcie się tak na rozwój i patrzcie uważnie. Bo czasami człowiek tak bardzo nie chce przyjąć prawdy do swojego życia, bo musiałby wtedy działać, wychodzić ze strefy komfortu, zacząć myśleć, że woli złapać się najdurniejszego argumentu przemawiającego za brakiem zmiany i rozwoju. Jednak takie działanie prowadzi do tego, że w końcu zostanie zmuszony i to brutalnie do zmiany, bo środowisko nie będzie nadawało się do życia, bo wykryto u niego raka o zaawansowanym stopniu. Kiedy opieracie się rozwojowi, życie wpakowuje was w naprawdę chore sytuacje, żebyście się przebudzili. Im bardziej życie wydaje ci się wrogie, tym bardziej znaczy to to, że nie zauważasz swoich lekcji, dzięki którym mógłbyś się rozwinąć. 

Możecie się zastawiać do czego tak właściwie dążę. Bo mówię o środowisku, trochę o weganiźmie chyba, wplatam wątki psychologiczne. Ogólnie chodzi mi o świadomość, jak zresztą zawsze. Bo ludzie często uważają, że co oni tam mogą. Że ich działanie to kropla w morzu, że nie mamy wpływu na środowisko, że co z tego, że przestaniemy jeść mięso jako jednostki, skoro w sklepie mięso nadal w tych samych ilościach będzie leżało, skoro nadal inni ludzie będą to mięso jedli. Co z tego, że oszczędzę kilka litrów wody, skoro sąsiad i tak zużywa ponadnormatywnie i wychodzi na to samo. Co to zmieni, że akurat ja ograniczę kupowanie plastiku, przecież firma się się nie przerazi „ojej, Substelna nie kupiła szpinaku w plastiku, musimy zrezygnować z plastikowych opakowań!”. Wydaje się nam, że nasze działania są niczym w porównaniu ze skalą problemu. Skoro tyle miliardów zwierząt się zabija, to co zmieni to, że nie jedząc produktów odzwierzęcych ocalam jedno zwierzę dziennie. I co to w ogóle znaczy? Świnia, którą ocaliłem jest teraz na wolności, czy co? I co z mlekiem, przecież krowa daje mleko, nie trzeba jej zabijać, więc co w tym złego? Jak jedzenie produktów zwierzęcych się ma do głodu na świecie? Że jak nie zjem mięsa, to co, to mięso dostanie jakiś głodujący murzynek? Tyle i wiele innych pytań macie na pewno w głowach. Chciałabym dzisiaj kilka z nich wyjaśnić. Może potem dodam kolejne części tego wpisu, kto wie. Zależy od was. Możecie dać mi sugestie pojęć, które mam omówić – tu w komentarzach czy na Instagramie.

PRZESTAJĄC JEŚĆ PRODUKTY ODZWIERZĘCE, PRZECIEŻ NADAL ONE LEŻĄ W SKLEPACH, NIC SIĘ NIE ZMIENIA – wyobraź sobie, że zakładasz małą, lokalną firmę, która produkuje pasty do kanapek. Masz je w różnych smakach, przykładowo o smaku pomidorowym, grzybowym i cebulowym. Zaopatrujesz w nie lokalne sklepiki. Na samym początku po równo każdego smaku. Dostajesz jednak po miesiącu, dwóch informacje z jednego ze sklepów, że klienci pytają o pastę grzybową, której ciągle im brakuje, a na magazynie jeszcze leży im kilka kartonów twojej pasty cebulowej. Proszą w takim razie, żebyś przy następnej dostawie, dowiózł im więcej pasty grzybowej, a w ogóle nie przywoził pasty cebulowej, bo klienci nie za bardzo ją kupują. I dostajesz takie wiadomości od kilku już sklepów, potem wszystkich. Załóżmy 20. Tak więc w 20 sklepach, sprzedają się najlepiej pasty grzybowe, a cebulowe praktycznie wcale. Co się dzieje w tym czasie? Na początku nadal produkujesz pasty cebulowe, potem w mniejszej ilości, aż w końcu przestajesz w ogóle. Co widzą klienci? Przez bardzo długi czas, widzą że pasta cebulowa nadal stoi na półce. Nie wiedząc, że to część towaru z magazynu, który trzeba po prostu wysprzedać. Jakiego zjawiska tutaj doświadczyliśmy? Dokładnie tak, zjawiska POPYTU. To kupujący ustalają co znajduje się na półkach i w jakich ilościach. I mimo, że wam się może wydawać inaczej, wasze ruchy są odnotowywane. Bo wasze wybory zakupowe wypływają na całe statystyki. Możecie być pewni, że weganizm postępuje i się coraz bardziej rozszerza. Co za tym idzie? Wasze wybory przyczyniają się do ogromnej fali ruchu, która jest coraz bardziej widoczna. Mimo, że w sklepie nadal na półce leży 5 opakowań piersi z kurczaka, nie znaczy że zamówienia na ten produkt są tak samo duże jak np. 5 lat temu. Wasze zakupy i wybory żywieniowe, są swego rodzaju głosem na wyborach. Swoimi wyborami naprawdę robicie różnicę. Każdy sklep analizuje popyt, wg którego ustala się przyszłe dostawy. Im mniej osób zacznie produkty odzwierzęce kupować, tym mniej zacznie ich być w sklepie, czyli zmniejszy się ich produkcja, co znaczy że zwierzęta będzie się rozmnażało na dużo mniejszą skalę. I w końcu zamiast 10000 męczonych zwierząt, będzie męczone 1000, aż w końcu w ogóle. Bo czy chcecie tego czy nie, im młodsze pokolenie, tym więcej osób na diecie roślinnej. To proces postępujący do przodu. Co widzą również koncerny odzwierzęce, które inwestują w produkty roślinne, powoli odchodząc od zwierząt, bo chcą przetrwać na rynku. Ja wiem, że możecie myśleć, że to jakaś matrixowa wizja. Ale zaobserwujcie ilości produktów w sklepach i ich rodzaje, poczekajcie rok, a zobaczycie ten proces, o którym mówię. Albo przypomnijcie sobie ile produktów jak tofu, kotlety sojowe było w sklepach 5 lat temu. No właśnie. Zauważcie też również coraz więcej zdesperowanych kampanii reklamowych, promocji, konkursów jeśli chodzi o jedzenie produktów odzwierzęcych. Marki, którym popyt wzrasta, nie zachowują się w ten sposób. Myślisz, że twoje działanie nie ma znaczenia? Oblicz sobie ile dziennie wydajesz na produkty odzwierzęce. Potem pomnóż to razy liczbę dni w roku. Jak myślisz, ile jest takich nowych osób w tym temacie w twoim mieście? Kraju? Na świecie? I jakie to odciska piętno na statystykach? Ile pieniędzy już nie wpłynie na konto koncernów odzwierzęcych? Zrozum, że to jednostki kreują zmiany. Jednostki są składem wielkiego ruchu, który coś zmienia. I twoje działanie jest tak samo ważne jak działanie kogokolwiek innego. Nie rób sobie więcej takich wymówek, zwalając odpowiedzialność na bliżej nieokreśloną masę ludzi. Bo nie chcesz taki być.

CO JEDZENIE ZWIERZĄT MA WSPÓLNEGO Z GŁODEM NA ŚWIECIE, ZMIANAMI KLIMATU, ŚRODOWISKIEM ITD.? – ilu jest teraz ludzi na świecie? Około 7-8 miliardów. W celach obliczeniowych, żeby wyglądało to nawet mniej korzystnie dla strony roślinnej, przyjmijmy że 8 miliardów ludzi. Jak myślisz, ile jest zwierząt hodowlanych? Serio, zanim przeczytasz kolejne zdanie, jak sądzisz, ile jest zwierząt hodowlanych na świecie? Około 80 miliardów. Tak, 80 miliardów zwierząt hodowlanych. Co za tym idzie? Na jednego człowieka, przypada 10 zwierząt. Wyobrażasz sobie tę ilość? Zbierz sobie WSZYSTKICH ludzi na świecie i pomnóż przez 10 i pół. Wyobrażasz sobie tę gigantyczną sumę istot? Naprawdę, wyobraź sobie tę sumę. A teraz proszę odpowiedz mi, czy te zwierzęta muszą jeść? Wydalać? Oddychać? Zajmować jakiś teren? Jak sądzisz? Jak myślisz, ile ton jedzenia one zjadają i jakim cudem udaje się nam uzyskać taką ilość, żeby je wyżywić? Gdzie uprawia się te wszystkie pasze? Jak? Ile na to schodzi wody? Terenów? Czy myślisz, że da się wyprodukować tyle jedzenia, żeby nie ucierpiał na tym człowiek? Masz rację, tak się nie da. Dlatego istnieje głód na świecie. Na wyprodukowanie 1 kg mięsa, potrzeba kilkunastu kg jedzenia dla tego zwierzęcia. 1 kg mięsa zjedzą 2 osoby, kilkanaście kilogramów zbóż/warzyw zje 10 osób. Dolicz sobie do tego wodę. Ile wody trzeba zużyć na uprawę paszy dla zwierząt? Ile wody trzeba zużyć, żeby zwierzę napoić? Ile wody się zużywa przy produkcji mięsa? Ile przypada litrów wody na 1 kg mięsa? Albo może na jeszcze mniejszy produkt, żeby to zobrazować. Użyjemy tu jednego hamburgera, który jako przykład często można zauważyć. Ile wody potrzeba, żeby wyprodukować tak mały kawałek mięsa? Wyobraź sobie, że bierzesz prysznic. Zwykle bierzemy go dwa razy dziennie. Inni raz. A inni się codziennie kąpią. Uśredniając zwykle dziennie na prysznic człowiek zużywa 30 l wody. I tak codziennie. Pomnóż to sobie przez 2 miesiące, około 60 dni. Około 2000 l wody. I to też jest nasza odpowiedź na poprzednie pytanie. 1 hamburger = 2000 l wody. Skąd? Na paszę dla zwierzęcia, na podstawowe funkcje życiowe zwierzęcia, na zmywanie jego odchodów, na klimatyzację w halach, na całą obróbkę produktu. Tutaj możemy iść dalej. Czy zwierzęta wydalają? Jak myślisz, co się dzieje z odchodami 80 miliardów zwierząt? Są jakoś magicznie zabierane przez mięsne wróżki i zamieniane w pył księżycowy? Gazy są w atmosferze. I naprawdę myślisz, że gazy z odchodów 80 miliardów zwierząt, nie mają wpływu na naszą atmosferę? Tym bardziej, że w ich odchodach jest metan, który jest łopatologicznie mówiąc, kilkukrotnością dwutlenku węgla. A co z samymi odchodami? Gdzie znajdują ujście? Hm a może kojarzycie takie pojęcie jak „strefy martwych wód”? Jest to zjawisko głównie spowodowane właśnie przez zwierzęce odchody. Często wymieszane z hektolitrami krwi zwierząt. To wszystko pięknie wsiąka w nasz grunt, zabija stworzenia morskie i takie tam inne duperelki, ale kto by się tam przejmował? Przecież mięso jest pyszne! Kolejnym aspekcikiem jest teren. Proszę, podajcie mi pomysły, gdzie zmieścić 80 miliardów zwierząt, tak żeby zostało jeszcze miejsce na uprawę roślin na ich paszę, no i trochę dla ludzi. Macie rację, jest to niemożliwe. Pozornie, bo jak fakty nam pokazują, dla chcącego nic trudnego. Po pierwsze: poupychajmy zwierzęta do klatek w takich ilościach, żeby nie mogły się ruszać, żeby po sobie chodziły, why not. Po drugie: wytępmy dziko żyjące zwierzęta jak np. kojoty, bo na cholerę nam one, a zajmują tylko teren, na którym możemy wybudować kolejne obozy koncentracyjne, żeby robić nuggetsy. Po trzecie: na co komu te chaszcze? Amaronia? Amazonia? Jak się to nazywa? Jeden kij, po co komu tyle zielska? Wypalmy, wykarczujmy tereny zielone, żeby było miejsce na uprawę pasz i hodowlę mięsa, bo przecież nie zwierząt, bo zwierzęta to kotki i pieski, a mięso to świnie i krowy. Każdy to wie lol. I tak swoją drogą to jesteśmy najinteligentniejszym gatunkiem na świecie!!! 

Cena produktów odzwierzęcych jest dużo większa, niż po prostu odebranie życia jednemu boskiemu stworzeniu. Za każdym razem kiedy jesz produkt odzwierzęcy przyczyniasz się do śmierci innej istoty (kiedy jesz jajko, jest to równoznaczne z tym, że kurczak płci męskiej, został zmielony żywcem; kiedy jesz nabiał, jest to równoznaczne z tym, że cielak tego mleka nie dostał, a został opychany na siłę paszą z antybiotykami, potem zarżnięty na mięso, a krowa, które to mleko dała, została zgwałcona), do wypalania lasów (w tym Amazońskich, których już 70% zostało zniszczone w celach produkcji odzwierzęcej), do zużywania ogromnych ilości wody, do głodu na świecie, do zanieczyszczeń powietrza (większych niż cały transport na świecie razem wzięty – lądowy, morski, powietrzny), do wybijania dzikich zwierząt, do zanieczyszczania wód i gleby, do cierpienia innych istot, które w tym momencie przezywają horror – w rzeźniach, tępione w środowiskach naturalnych.
Ludzie oburzają się kiedy porównuje się to do holocaustu. Kiedy mówi się, że krowa jest „gwałcona”. Kiedy mięso nazywa się ciałem. Kiedy jedzenie mięsa czymś okrutnym i niemoralnym. Dlaczego? Co sprawia, że ludzkie cierpienie jest lepsze od cierpienia innych istot? Nie powiecie, że inteligencja, bo to tutaj nie ma znaczenia. Tym bardziej, że jestem daleka od stwierdzenia, że gatunek ludzki jest inteligentny. Pojedyncze jednostki tak, ale nie cały gatunek. Ludzie lubią się tak sami masturbować takimi stwierdzeniami, że przecież wymyślamy szczepionki, zbudowaliśmy tyle wspaniałych obiektów, byliśmy na księżycu. Tak? Ty byłeś? Wszyscy ludzie wymyślili szczepionki? Nie przypisuj sobie zasług kogoś innego. Co ty takiego inteligentnego zrobiłeś, że uważasz się za lepszego od innych stworzeń? Że dajesz sobie przyzwolenie na ich maltretowanie. Podaj mi jeden argument, który świadczy o twojej wyższości, który nie jest ułomny jak to, co robimy tym wszystkim stworzeniom, bo takie mamy widzimisię. W momencie kiedy jest już jasne, że nie potrzebujemy produktów odzwierzęcych, żeby być zdrowymi, jaka jest twoja wymówka, żeby się do tego przyczyniać? 

Człowiek, to co ma w sobie najcenniejszego, to świadomość, która wydaje się być większa, niż u zwierząt. Dzisiaj, mało który człowiek jest świadomy lub rozwija się w tym kierunku. Przez świadomość rozumiemy samodzielne myślenie, umiejętność dostrzegania prawdy, wyższe zrozumienie, inteligencję emocjonalną. Życie wg schematów, nie jest świadomością. Życie wg tego co ktoś powiedział, nie jest świadomością. Życie w strachu, nie jest świadomością. Ludzie lubią obrzucać tych, którzy działają na rzecz zwierząt, tekstami o tym, jak to bardzo się zniżają do poziomu zwierząt, jak bardzo się zezwierzęcają. Uważam jednak, że zezwierzęcenie występuje szeroko u ludzi szarej masy (czyli 90% społeczeństwa), gdzie jedynymi celami w życiu jest najedzenie się, spanie, wydalanie, prokreacja i jako takie przeżycie tego życia. Bez świadomego myślenia, bez wyższych OSOBISTYCH celów.

Wiem, że spora ilość rzeczy, którą tu napisałam, mogła was urazić. Musicie jednak zrozumieć, że skoro to was dotyka, to was dotyczy. Więc usiądźcie i nad tym pomyślcie, bo może właśnie wasze „ja”, wasze sumienie się do was dobija, a próbujecie to zagłuszyć złością na mnie. Nie odbierajcie mnie źle. Po prostu chcę działać w imię świadomości, a jej czasami nie da się obudzić, bez mocniejszego potrząśnięcia. Brak świadomości jest naszym największym dziadostwem. Chcę uświadomić wam waszą moc. Moc w działaniu, moc do zmian, moc do transformacji. Wszyscy jesteśmy boskimi istotami, nie daj sobie wmówić, że jesteś tu tylko po to, żeby pracować, jeść kiełbasę, chorować, mieć długi i umrzeć. Nie daj sobie wmówić, że czegoś się nie da, że coś jest niemożliwe, że tak mówią badania. Nie daj sobie wmówić, że to okrucieństwo jest usprawiedliwione i konieczne. Nie bój się sam przedzierać szlaków, zagłębiać się w wielkie krzaczory społecznych uwarunkowań, żeby samemu odkryć prawdę. Nie bądź szarą masą, kierowaną i manipulowaną poprzez media, „specjalistów”, jakichkolwiek społecznych czy religijnych guru. Jedyną trudnością jest przezwyciężenie swojego nieuzasadnionego strachu. Nic więcej. Reszta jest czystą ekstazą, kiedy zaczynasz się budzić, zrzucać z siebie te wszystkie stare wzorce, oczekiwania innych wobec ciebie, jak drzewo liście na zimę, kiedy wchodzisz w głęboką transformację swojego „ja” i czujesz jak twoje ciało i dusza rozkwitają, jak leczą się twoje rany fizyczne i te na psychice, które wyczynili ci twoi rodzice, nauczyciele, rówieśnicy. Kiedy łączy cię z innymi istotami więź nie do opisania. Wtedy zadziewa się magia, której nie jesteś w stanie zaprzeczyć. Przychodzi do ciebie zrozumienie, zrozumienie wszystkiego, całej twojej drogi i procesu. Budzisz się i nie możesz uwierzyć, co odwalałeś przez ostanie lata. Ale to akceptujesz i kochasz. Kochasz naturę, zwierzęta i ludzi cię otaczających. Bo wszystko to jest odbiciem twojej miłości do ciebie samego. Bo to jest właśnie ta kreacja boska, do której każdy z nas dąży. Ale nie dojdziesz do tego modląc się tylko regułkami w kościele. Nie dojdziesz do tego, zamykając się sam w klatce stereotypów i strachu. Nie dojdziesz do szczęścia, jeżeli będziesz go odmawiał innym istotom. Nie dojdziesz do wolności, jeżeli odmówisz jej innym istotom. Nie doświadczysz miłości, jeżeli nie chcesz jej dać innym istotom, bez podziałów. Nie doświadczysz boskości, jeżeli sam jej nie ujrzysz we wszystkim co cię otacza. Nie zrozumiesz, jeżeli nie będziesz słuchał, co mówi do ciebie świat. Nie doświadczysz łaski, jeżeli sam jej nie masz wobec innych istot. Nie doświadczysz bycia inteligentnym, jeżeli będziesz uważał się przez to za lepszego. Niczego nie dostaniesz, jeżeli nie jesteś gotów dawać. Nie słuchaj nakazów. Nie słuchaj stereotypów. Nie kieruj się zasadami guru. Nie odbieraj sobie miłości, szczęścia i wolności, bo powiedziano ci, że musisz najpierw coś zrobić, żeby je mieć. Powstań z kolan i nie bój się żyć w boskiej kreacji i ekstazie. Bo to wszystko masz już w sobie. I nie musisz zabijać innych istot, walczyć na argumenty, udowadniać swojej wartości, zagarniać władzy, szukać kontroli, walczyć o uwagę, poprawiać swoich „wad”, zalepiać się innym człowiekiem, żeby żyć szczęśliwie. A wręcz gwarancją szczęścia, jest robienie rzeczy odwrotnych. Pamiętaj.



WAŻNE ODNOŚNIKI, Z KTÓRYMI WARTO SIĘ ZAPOZNAĆ:
– Przemysłowa produkcja mięsa, a głód na świecie (otwiera się tylko na telefonie, nie wiem dlaczego)
Wpływ produkcji odzwierzęcej na środowisko
– Wpływ produkcji odzwierzęcej na środowisko w pigułce (infografika)
Mięso, a woda

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Notification