Źródło wszelkich problemów ludzkości

Wiele razy zastanawiałam się czy zabrać głos w jakichś sprawach. Bo wydawało mi się to trochę bez znaczenia, że akurat ja coś powiem. Jednak zmiany trzeba od czegoś zacząć. A coraz mniej jest wolności i bezpieczeństwa na świecie. A są to wartości dla mnie najważniejsze ze wszystkich. A kiedy coś zaczyna dotykać mnie osobiście, to już byłabym totalnie głupia tak po prostu coś zostawiając jakim jest. Dodatkowo zauważam brak obiektywizmu i pokory, zrozumienia, że ludzi jest masa, a każdy z nich jest inny. I co najważniejsze, ma do tego prawo. Zauważam tendencję do wrzucania wszystkich do jednego wora, do podziału na obozy, które nienawidzą się tylko dlatego, że są w innych obozach i mają odmienne zdania. A często gdyby spotkali się po prostu w szkole/pracy/gdziekolwiek, mieliby mnóstwo tematów do rozmów i by się lubili. Świadomość społeczna jest na bardzo niskim niestety poziomie. Występuje postrzeganie świata w systemie zero jedynkowym, czarno-białym. Podstawowym problemem jest to, że ludzie nie potrafią myśleć samodzielnie. A dlaczego? Bo zwykle się tego obawiają. Obawiają się odrzucenia przez społeczeństwo (nieważne jakiej wielkości), bycia tym innym. Wybór pójścia własną ścieżką wiąże się z odwagą. A niestety dużo wygodniej jest iść drogą, którą chodzą wszyscy. Wtopienie się w tłum, jest czymś bezpiecznym, że uwaga nie skupi się akurat na tobie. Wtopienie się w tłum jest swego rodzaju lekarstwem na niepewność i lęk, bo jest zapewnieniem, że jesteś normalny, czyli że robisz wszystko ok, bo wszyscy tak robią, a przecież gdyby było to złe to już dawno by się to wyjaśniło. Rzecz w tym, że nie bycie normalnym jest złe, a złe jest niebycie sobą, na rzecz tego, żeby być „normalnym”. A dlaczego ludzie się obawiają opinii innych ludzi i ich ewentualnego odrzucenia? Bo nie pozwalają sobie być sobą. A dlaczego? Bo wiąże się to często z samotnością, byciem samym ze sobą (a większość osób nie potrafi spędzać czasu sama ze sobą, nie zagłuszając przy tym uczuć i myśli serialami, instagramem, zajadaniem itp.), zmierzeniem się ze swoimi uczuciami i emocjami, pewnego rodzaju ryzykiem, że nigdy nie znajdziemy nawet jednej osoby o podobnej osobowości, że nasze plany się nie powiodą i zostaniemy wyrzutkami społecznymi, przepełnieni samotnością, rozgoryczeniem, bez grosza w kieszeni. Tym bardziej, że społeczeństwo wcale w tym nie pomaga. Od dziecka próbuje się nas przerobić na szarą, jednorodną pulpę, jak taką z której robi się parówki. Próbuje się nas nauczyć wspólnego myślenia, wspólnych priorytetów, ustala się standardy co jest słuszne, a co nie. W szkołach wymaga się często nawet wspólnego stroju, nakazuje się nam czego się mamy uczyć, w co mamy wierzyć, jak spędzać wolny czas, jak zachowywać i kogo kochać. Usiłuje się wcisnąć swoje dzieci w standardy tych grzecznych, z samymi piątkami, które mówią „dzień dobry” znienawidzonej sąsiadce, bo są tak dobrze wychowane. Zwierzęta próbuje się pod przymusem nauczyć posłuszności, tak jakby do nas należały. A jeżeli się spod tego wyrwiesz to automatycznie stajesz się tym dziwakiem, tą patologią, tym oderwanym od rzeczywistości. Tym co nie chodzi do kościoła, tym co nie chodzi na religię, tym co je inne rzeczy, tym co kocha nie tego kogo powinien, tym co coś odwala. I nie w tym rzecz, że społeczeństwo jest diaboliczne, że ludzie u władzy mniejszej lub większej to członkowie jakiegoś spisku na skalę światową. Bo w większości osoby te, jak nauczyciele, księża, politycy są normalnymi ludźmi, naprawdę wierzą, że to co robią jest dobre, są tak jak każdy trybikiem całej tej machiny, która przerabia nas na breję. Stworzyliśmy strukturę w której każdy przegrywa, a pojedyncze wygrane, to dzieło przypadku. A gdyby ona nie istniała i każdy mógłby mieć wybór, mógłby być sobą, każdy z nas byłby takim dziwakiem. A ilu z tych ksenofobów by nagle zaczęła kochać tę samą płeć, to pewnie byśmy nie zliczyli. I to właśnie idealnie pokazuje źródło problemu. Ludzie nie pozwalają sobie być sobą, dlatego skupiają się na innych. Podstawowy psychologiczny mechanizm. 

Nie twierdzę również, że nie potrzebujemy zasad. Ale granica zasad koniecznych do wspólnego życia już dawno została przekroczona i zasady teraz służą do tego, aby wciskać się nam nawet do sypialni i układać życie. A my temu wszystkiemu wtórujemy, kiedy widzimy, że znienawidzona druga strona dostaje obuchem w łeb, nie wiedząc że za chwilę przyjdzie nasza kolej. Popadamy w tę światowej skali jatkę z całym zaangażowaniem i całym sercem, popierając jedną stronę, nienawidząc drugiej. Nie rozumiemy, że w sumie to i tak jesteśmy jednym. I w sumie to totalnie bez znaczenia, że ktoś robi coś innego niż ja i jest inny niż ja, dopóki nikogo nie krzywdzi. I ogólnie te konflikty są totalnie nieważne.
Zanim zacznę bardziej konkretny tego aspekt, polecam obejrzeć relację na instagramie użytkownik @g_rski. Relację z Marszu Równości w Białymstoku. Naprawdę robi fajny wstęp do tego o czym chcę tu powiedzieć.
Od razu uprzedzam, nie jestem homoseksualna, żyję w związku heteroseksualnym, sama kiedyś nie rozumiałam totalnie celowości Marszu Równości, „bo to takie obnoszenie się ze swoją orientacją, co, może heteroseksualni też powinni tak wyjść i wszystkim się narzucać?” (i muszę przyznać, że nadal nie trafia do mnie idea wykrzykiwania sobie wolności, przekrzykiwania się, bo to OCZYWISTE, że zawsze wtedy dochodzi do konfliktów, agresji u jednej i drugiej strony), do poglądów (głównie gospodarczych) najbliżej mi do partii WOLNOŚĆ (słowo klucz: najbliżej, bo nie zgadzam się ze wszystkimi poglądami, np. tymi o zmianie klimatu, o czym pewnie też jeszcze napiszę osobny tekst). Nie popieram tylko jednej ze stron. I właśnie chcę tu przestawić, wydaje mi się, dosyć obiektywne spojrzenie na to wszystko. Pierwsze co musimy zrozumieć to to, że człowiek a człowiek, to dwa totalnie różne charaktery, nawet jeżeli poglądy się zgadzają. I tak mamy feministki, które w swojej życiowej niedoli oskarżają o wszystko mężczyzn, nie do końca nawet rozumiejąc czym feminizm jest, krzyczą, narzucają swoje poglądy, które znalazły w feminizmie wymówkę dla swoich porażek, dla swoich „demonów”, są agresywne, stronnicze, baaaardzo subiektywne i mamy również feministki, które rozumieją, że ten ruch wykracza trochę poza tylko kwestie kobiecości, bronią swojej wolności, nie zgadzają się z uprzedmiotawianiem KOGOKOLWIEK, są wsparciem dla pokrzywdzonych kobiet i nie tylko, niosą pozytywne zmiany, mają w sobie kobiecą mądrość i moc, co przejawia się w idealnym połączeniu pokory z siłą by walczyć za to co słuszne. Mamy prawicowców, którzy noszą białe orły i krzyż wielkości pieści na piersi, krytykantów wszystkiego co jest inne niż ich, zasłaniających się bogiem, głośnych, pełnych nienawiści, zamkniętych na rozwój, skłonnych do pobicia kogokolwiek kto im się nie spodoba, oraz prawicowców, którzy są przywiązani do tradycji, będą sprzeciwiali się homoseksualistom, którzy się narzucają, którzy będą bronić swojej wolności bycia heteroseksualnym, którzy są tolerancyjni, ale wolą nie otaczać się ludźmi transseksualnymi itd., bo nie czują się dobrze w ich towarzystwie, a nie chcą przez to zostać nazwani homofobami. 

Mamy również homoseksualistów, którzy oczekują że społeczeństwo będzie im przyklaskiwało, podziwiało i dawało przywileje z samego faktu że są homoseksualistami, którzy oczekują że będą mogli uprawiać seks w parku, a jeżeli kogoś to oburzy to nazwą ich homofobem i państwo się z nimi powinno w tej kwestii zgodzić i zamknąć nietolerancyjnego nikczemnika w więzieniu, oraz mamy homoseksualistów, którzy nie różnią się NICZYM od heteroseksualistów, poza tym kogo kochają, którzy są ciepłymi i słodkimi osóbkami, które zwykle doświadczyły więcej przykrości w swoim życiu, które chcą po prostu akceptacji, że mogą podejść do grupki nieznajomych, bez wyzwisk, krzywych spojrzeń, które pragną wolności, bycia tym kim chcą, tak jak każdy z nas. I mamy w końcu ludzi pełnych nienawiści. Tutaj nieważne czy jest to osoba o poglądach lewicowych, prawicowych, homo- czy heteroseksualna, wierząca czy nie, jest przepełniona nienawiścią. Niepozwalająca sobie być tak naprawdę sobą, a innym, być innymi. Bo zwykle szukamy przywar innych, kiedy nie potrafimy pogodzić się z własnymi i nad nimi pracować. Otwórz się na piękno i różnorodność tego świata. Nie daj sobie wmówić, że musisz być albo za tymi albo za tymi. Nieważne czego to dotyczy. Wiedz jedynie, że tam gdzie jest nienawiść, tam ludzie robią coś źle. Nie musisz wszystkich kochać i z wszystkimi się przyjaźnić, ale pozwól innym być sobą. Tak jak może nie lubisz wysokości, ale pozwalasz im być albo pracujesz nad sobą, żeby się przełamać i być może polubić. Bycie sobą jest darem, nie odbieraj go nikomu, tylko dlatego, że nie jest to normą. Tym bardziej, że normy się zmieniają w zależności od czasu i przestrzeni. Normy są czymś chwilowym, a bycie sobą czymś wiecznym. Za każdym razem kiedy w historii dział się jakiś podział na tych gorszych i na tych lepszych, potrafisz zauważyć co było słuszne i dziwisz się jak taka masa ludzi mogła być tak ślepa i okrutna? Uświadom sobie, że teraz dzieje się dokładnie tak samo. Dotyczy to każdej kwestii w której robimy taki podział. Łatwo sobie to możesz przełożyć na dzisiejsze problemy związane z różnymi poglądami i akceptacją. I jesteś teraz swego rodzaju Niemcem, który nie widział niczego złego w tym co działo się Żydom podczas II wojny światowej, jesteś swego rodzaju białym, który nie widział niczego złego w osobnych wejściach dla czarnych. Wyzbądź się tego podziału w głowie na gorszych i lepszych, na tych normalnych i pojebanych, tylko ze względu na poglądy i wygląd innej osoby. To głupie. I doskonale o tym wiesz. A gdyby ktokolwiek teraz mi powiedział, że to że kocham kogo kocham, jest obrzydliwe, chore i nienaturalne pokazałbym mu środkowy palec i dalej kochała kogo chcę. Bo czy ty byś zareagował inaczej? Powiedziałbyś: “O kurde, rzeczywiście. W takim razie przestaję cię kochać osobo X i idę się leczyć, bo tak mi powiedziano”. Bo czy obrzydliwa jest miłość czy nienawiść?

Nie ma znaczenia kogo lub co kochasz, ma znaczenie że coś lub kogoś nienawidzisz.

*małe wyjaśnienie. Mimo że tekst wydaje się typowo skupiony na sprawach związanych z orientacją, jest tak naprawdę tekstem, który wykorzystał aktualny temat problemów z orientacjami i akceptacją, żeby ukazać prawdziwy problem dzisiejszego świata. Czyli strach przed byciem innym. Brak pozwolenia na to żeby być sobą i żeby inni mogli być innymi. Tekst ten można sobie przełożyć na konflikt między wierzącymi, a niewierzącymi, osobami wspierających imigrantów, a im przeciwnymi itd. Gdziekolwiek istnieje podział na nas i tych innych. Co idealnie pokazuje, że nieważny jest sam konflikt, a jego przyczyna. I to nad tym jako ludzkość powinniśmy pracować, bez skupiania się na nic nieznaczących szczegółach. 

** kilka wyjaśnień jako odpowiedź ma bardzo częste frazesy dotyczące homoseksualizmu:

1. To nienaturalne – wszystko co występuje w przyrodzie, w pierwotnej formie natury jest naturalne. A zachowania homoseksualne od wieków występują wśród ludzi oraz zwierząt. Tych dzikich i nie. Więc homoseksualizm jest jak najbardziej naturalny.

2. To choroba – najpierw powiedzmy sobie czym choroba jest. Jest to coś co odbiega od utartego pojęcia zdrowia. Przy czym, jak sama nawet Wikipedia podkreśla, bardzo trudne jest ustalenie stanu chorobowego, ponieważ bardzo trudno ustalić czym tak naprawdę jest 100% zdrowie. Dla mnie jako osoby jedzącej roślinnie, w dużej części surowo, definicja zdrowia jest zupełnie inna, niż dla osoby która nigdy nie doświadczyła detoksu na soku, która je nadal produkty odzwierzęce itd. Dlatego określenie stanu chorobowego i stanu zdrowia jest UMOWNE I SUBIEKTYWNE. Głównie bazujące na częstotliwości występowania. Gdyby role orientacji się nagle odwróciły, to bycie hetero byłoby wtedy chorobą 😉 Dodatkowo, przyjmując nawet że homoseksualizm jest chorobą. Chorobą jest również heterochromia, bielactwo, albinizm, autyzm itd. Czy to czyni ludzi z taką chorobą kimś gorszym, a może pięknym, ciekawym, wyjątkowym?

3. Oni chcą adoptować dzieci! A dzieci staną się też przez to takie jak oni – powiem tak, gdybym miała dzieci i bym umarła, a one miałyby trafić do homoseksualistów lub do tradycjonalistów, wolałabym tych pierwszych. Ponieważ prawdopodobnie u tradycjonalistów moje dziecko nie mogłoby być sobą, tym bardziej mieć odmiennej orientacji. Byłoby szczelnie zamykane w pudełeczku norm i takwypadanek, przez co by było nieszczęśliwe. U osób homoseksualnych, bardziej prawdopodobne że byłoby nauczone tolerancji i tego, że może być kim chce. Więc gdyby okazało się jednak homoseksualne, to pewnie dlatego, że to byłoby prawdziwe ono. Już nie mówiąc o kwestii tego, że w większości przypadków u pary homoseksualnej dziecko pojawiłoby się z wyboru i świadomości (pomijamy takich, którzy by chcieli mieć dziecko jak maskotkę), a u tradycyjnej pary dzieci zwykle pojawiają się z przypadku, poczucia obowiązku, chęci zalepienia sobie dziury, norm społecznych (pomijając oczywiście osoby świadome, które nie robią z dziecka przymusu i/lub rozwiązania na problemy w związku). I oczywiście mówię w WIĘKSZOŚCI. Czyli bez wrzucania do wora jednego czy drugiego. Jednak uważam, że dużo większym problemem jest „normalna rodzina – chłopak i dziewczyna” gdzie rodzina jest z pozoru normalna, gdzie dzieci z pozoru mają wszystko, a w praktyce dzieci są ograniczane, nierozwijane, przymuszane, tresowane, gdzie zahamowuje się indywidualność, szczęście i niewinność dziecka. Czyli niestety typowa polska rodzina. Już nie mówiąc o rodzinach, gdzie występują zachowania skrajne jak bicie, przemoc psychiczna, znęcanie się. I to tym w pierwszej kolejności powinniśmy się zająć jako społeczeństwo. Bo niestety w praktyce wygląda to tak, że dyskutujemy o hipotetycznej możliwości wydarzenia się czegoś złego w rodzinach homoseksualnych, kiedy w tym samym realnym czasie mijamy na ulicy ojca, który ciągnie za kaptur swoje dziecko, bo nie chce iść w tym samym kierunku, w rodzinie mamy matkę, która bije dziecko bo jest niegrzeczne, czy rodziców ignorujących płaczące i wręcz błagające o uwagę dziecko, bo przecież „musi się wypłakać”, a nawet nie próbują zrozumieć potrzeb wołającego dziecka. Rodziny z pozoru normalne, dobrze wyglądające, dziecko ubrane w słodkie małe najeczki. Ale to właśnie tutaj, w tym „normalnych” rodzinach wydarza się najwięcej zła. A ja sama nie zliczę ile razy byłam świadkiem takich wydarzeń, a wiedziałam, że nie mogę nic zrobić. Bo społecznie nadal jest uznawany klaps, krzyk i ignorancja. Zanim zaczniemy wpychać się w życie czyjegoś dziecka, czyjejś pary i słuszności ich powiązania, serio, sprawdź czy twoje dziecko, dziecko w rodzinie ma tyle miłości, uwagi, troski, wyrozumiałości i wsparcia ile mieć powinno. Bo ten problem jest realny. Tu i teraz. 

4. Pośród homoseksualistów jest najwięcej pedofilii – argument z pozoru logiczny, ale jednak nie końca. Bo takim idąc takim tokiem myślenia, to również mężczyźni są do rozstrzelania, bo pośród nich jest największy odsetek przestępców na tle seksualnym. I kobiety w sumie też, bo pośród nich jest najwięcej prostytucji. W takim razie żyjemy na świecie gdzie są sami gwałciciele, pedofile i prostytutki. 

5. Bo to niezgodne z tym co nakazał Bóg/niezgodne z chrześcijaństwem/to grzech/Bóg nas stworzył innymi itd. – podstawowym problemem jest tutaj to, dlaczego kwestie JEDNEJ religii, mają przenikać do całego życia społeczeństwa, gdzie nie każdy jest tego wyznania. Religia taka czy inna, powinna określać zasady, tylko dla tych, którzy w tej religii są. To wydaje się bardzo logiczne i uważam, że powinno się sprawdzić. Ja rozumiem, że dane osoby wierzą w to tak mocno, że uważają, że to naprawdę jedyna słuszna droga. Ale nadal, nie każdy tak uważa, a każdy należy do społeczeństwa. Jak to rozwiązać? Nie mieszać religii do spraw życia społecznego, gdzie wyznań i poglądów na wiarę, jest mnóstwo. Kolejnym tego aspektem jest, dlaczego Kościół jest przeciwko homoseksualizmowi w całości (i temu dobremu i złemu, pisząc w uproszczeniu), a nie widzi nienawiści, która aż kipi z codziennych bywalców pierwszej ławki w kościele? Czy idąc tym tokiem myślenia, to Kościół nie powinien sam siebie tępić, w całości bez wyjątków, za to ile przestępstw seksualnych się u niego wydarzyło? Czy Bóg nie jest przypadkiem miłością? Bez określania jakim jej typem? Dlaczego grzechem miałoby być po prostu kochanie drugiego człowieka? Czy Bóg oby na 100% istnieje? A jeśli tak, to czy te zasady na pewno pochodzą od niego, a może ktoś gdzieś na jakimś etapie historii napisał coś w jego imieniu, dla własnych korzyści? Wiara jest czymś subiektywnym, czymś czego tak naprawdę nie da się nigdy udowodnić. Tam gdzie istnieje wiara, jest zawsze miejsce na wątpliwości, czyli na możliwość, że może jest to jednak niesłuszne. Wiara jest czymś ultra osobistym, czymś świętym, czymś czego nie powinno się nikomu narzucać. Sama ilość pytań, na które pewnie każdy odpowie inaczej, świadczą o tym, gdzie powinien zostać Kościół, czyjaś osobista wiara. Mianowicie – w Kościele, w czymś osobistym życiu.


6. Plus co jeśli twoje dziecko jest/okaże/okazałoby się homoseksualne? Stałbyś się dla niego wsparciem i zmieniłbyś stosunek do tego tematu?                         
Jeśli tak, to wyobraź sobie, że każdy z nich jest czyimś dzieckiem, a ty ich opluwasz (dosłownie lub i nie) i nimi gardzisz. Czy chciałbyś żeby twoje dziecko było opluwane dlatego, że kocha kogoś, kogo nie przewidziały normy społeczne?                 
Jeśli nie, i gnębiłbyś/przymuszał tak samo swoje dziecko, to hmm, chyba sam rozumiesz, dlaczego twój głos w tej sprawie się w ogóle nie liczy 🙂

*** JEŚLI POCZUŁEŚ SIĘ URAŻONY, ZŁY, DOTKNIĘTY, ZAATAKOWANY ITD. PRZEZ COKOLWIEK CO TU NAPISAŁAM – ZROBIŁAM TO NIEŚWIADOMIE, NIE TAKI BYŁ MÓJ CEL, PRAWDOPODOBNIE NIE MYŚLĘ TAK, JAK MYŚLISZ, ŻE JA MYŚLĘ, TYLKO PO PROSTU ŹLE SIĘ WYRAZIŁAM. I Z GÓRY CIĘ PRZEPRASZAM 🖤

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Notification