Dlaczego obchodzę pogańskie święta?

Życie według cykli natury to coś co zawsze czułam i co robiłam nawet podświadomie. Często po czasie odkrywałam, że moje samopoczucie czy konkretne wydarzenia zbiegały się z konkretnymi fazami księżyca czy określoną lokalizacją planet i gwiazd na niebie. Może i głupio brzmi, sama kiedyś też bym się z tego śmiała pewnie, ale zbyt wiele razy tego doświadczyłam i absolutnie nie było to tak, że najpierw o czymś przeczytałam, a potem na siłę doszukiwałam się tego w swoim życiu. Jakkolwiek paradoksalnie w tym momencie to nie brzmi, z reguły w życiu kieruję się logiką. Zanim przyjmę coś do życia, najpierw badam z każdej strony i nie boję się przyznać, że coś jednak nie działa, mimo że bym chciała żeby działało. Moje poszukiwania trwały i nadal trwają, zarówno na płaszczyźnie psychologicznej jak i fizycznej. Na sobie doświadczyłam właśnie różnych nastrojów, które na logikę, nie miały prawa się wydarzyć w danych okolicznościach, a jednak. Comiesięcznego krwawienia zawsze w okolicach pełni, co w sumie nie jest jakimś ultra zaskoczeniem, bo księżyc silnie oddziałuje na wodę, a jak wiadomo, człowiek z bardzo dużej ilości wody się składa. Naturalnie moje cele i nastawienie dostrajają się do pory roku, a nawet pogody.

Pewne rzeczy przyjęliśmy za pewniki, jak więcej energii latem, większa ospałość zimą, nostalgia jesienią, a ochota na nowe przedsięwzięcia wczesną wiosną. Ale dlaczego? Im bliżej natury jesteśmy, tym silniej da się zauważyć te i inne zależności. Wszystko w naturze ma dwie strony. Światło i ciemność. Ciepło i zimno. Wszystko w naturze ma okres zwiększonych wibracji i czas regresu. Zwierzęta, roślinność, planety. Człowiek również. Zwierzęta (w tym my) jesteśmy zależni od natury, a natura i my również, jesteśmy zależni od układu ciał niebieskich. Naturalnie dostosowujemy się do naturalnych warunków, w których żyjemy. Dzisiaj większość osób jest rozstrojona, stąd uważam, że wynika tyle problemów, nieszczęścia i rozchwiania. Nasze ciała są uwarunkowane do życia według rytmu przyrody, czego przykładem jest chociażby wydzielanie się hormonu snu pod wpływem ciemności. Zawsze nienaturalne i barbarzyńskie wręcz, wydawało mi się wstawanie rano, kiedy za oknem jest jeszcze ciemno i zimno. Zmuszanie się do czynności, których absolutnie nie czułam, żeby robić. Miałam czas, kiedy codziennie wstawałam o 5 rano w środku mroźnej zimy, tłumacząc sobie, że żeby osiągnąć coś czego się chce, trzeba się adekwatnie do tego namęczyć, a tylko słabi tak nie robią. Heh, śmieszna byłam. Pozwalało mi to na jakieś tam czerpanie z tego przyjemności, ale to było krótkotrwałe i w środeczku wiedziałam, że to nie to. I nie w tym rzecz, żeby słuchać swojego lenistwa, ale żeby umieć odróżnić lenistwo od głosu z wewnątrz, który najlepiej wie czy coś jest nasze, czy tylko zaadoptowane bo tak wypada/jest modne.

Przyjęliśmy model życia uniwersalny, każdy dzień ma wyglądać podobnie przez cały rok, mimo że wszystko inne, takie podstawy jak temperatura czy światło i długość dnia się różnią na przestrzeni roku. Jak gdyby to co nas otacza nie miało na nas wpływu. A ma, ogromny i przeważający. I życie zgodnie z naturą i jej cyklami jest ogromną przyjemnością. Ja osobiście tylko kilka razy i tylko chwilowo doświadczyłam takiego „modelu” życia. Teraz do tego dążę w pełnej okazałości, bo póki co jest to dla mnie niestety nie do wykonania w 100%. I tu zbliżamy się do odpowiedzi na tytułowe pytanie. Pragnę jeszcze tylko zaznaczyć, że to mój osobisty wybór, ponieważ po pierwsze i najważniejsze to czuję, a po drugie jestem życiową estetką i kocham kategorie i przypisane do nich określone czynności, cechy itp. Plus dużo łatwiej mi pewne czynności/myśli puścić w świat, za pomocą właśnie różnych narzędzi/okazji. Dlatego totalnie nie jest to konieczne , żeby osoby kochające naturę szły w tym kierunku co ja, czyli zalatującym wiedźmami, ziołami i sabatami. Święta, które obchodzę, zaczęłam tak naprawdę obchodzić już dawno temu, nieświadomie. Jak Halloween, które obchodziłam mniej lub bardziej każdego roku od podstawówki, który jest odpowiednikiem mniej zbliżonym do natury, a dużo bardziej komercyjnym. Jak Noc Świętojańska, która swego czasu była organizowana w moich rodzinnych stronach, kiedy chodziłam jeszcze do szkoły. Czy oczywiście święta chrześcijańskie, jak Boże Narodzenie i Wielkanoc, które jak wiadomo, są tak naprawdę świętami pogańskimi, zaadoptowanymi specjalnie do kościoła katolickiego, czego historie znamy. Nigdy jednak nie zastanawiałam się, dlaczego dane święto występuje w danym momencie roku. Dlaczego Boże Narodzenie jest w grudniu. A Halloween w październiku. I tu zaczyna się moje pierwsze doświadczenie z Kołem Roku, czyli świętami (inaczej sabatami) występującymi po sobie w czasie roku, pochodzącym od pogan i wiccan. Koło Roku jest bardzo uniwersalne, mimo swojego pochodzenia. Aktualnie każdy może je zaadoptować do swojego życia, bez względu na religie i wierzenia.

Ja absolutnie do żadnej religii nie należę i póki co, nie mam zamiaru. Jednak samo Koło Roku idealnie wpasowuje się w moje poczucie natury, celebrowanie jej zmieniających się oblicz i po prostu skategoryzowany perfekcjonizm. Plus, podoba mi się zagłębienie się w tradycje naszych przodków, zrozumienie mechanizmów, na które teraz nie zwracamy uwagi w ciągu biegu codzienności, a dla nich były kluczowe. Koło Roku składa się z 8 świąt, które są po prostu skupieniem i podsumowaniem świąt prawie wszystkich religii, a jednocześnie najbardziej pierwotną, naturalną i logiczną ich wersją. Bez zbędnych wymuszeń, włączania w to fantastycznych istot i innych takich, które do mnie totalnie nie trafiają. I choć nazewnictwo jest niekiedy śmieszniutkie i zalatuje bajkami, to mnie się podoba taki klimacik. A nazwa to nadal tylko nazwa. Pierwszym sabatem/świętem jest Imbolc (w chrześcijaństwie odpowiednik święta Matki Bożej Gromnicznej), przypadające na początek lutego. Święto odradzającego się światła, zwiastun wiosny i początek odwilży. Kolejne to Ostara (Wielkanoc), czyli pierwsze oznaki wiosny. Przypada na równonoc wiosenną. Od tego momentu dni będą stawały się tylko dłuższe. Później początkiem maja jest Beltane (tutaj nie ma stricte odpowiednika chrześcijańskiego, chociaż przy bliższym poznaniu widać dużo podobieństw z okolicznymi świętami katolickimi). Święto tak naprawdę początku lata. Światło zbliża się do swojej pełni. Wszystko wokół kwitnie i urzeka zapachami. Kolejno Litha, czyli przesilenie letnie. Najdłuższy dzień w roku, kulminacja energii w naturze. Natura osiąga swoją pełnię, owoce i warzywa dojrzewają, zioła są w najlepszym punkcie energetycznym i mają wtedy największe właściwości zdrowotne. Jak to zwykle bywa z punktami kulminacyjnymi, po nich energia zaczyna słabnąć. Dni znowu stają się coraz krótsze. Następuje święto Lammas, inaczej święto chleba. Obchodzone początkiem sierpnia. Cieszące się ostatnimi momentami pełnego słońca, żegnające już lato, a przygotowujące i witające powoli jesień. Sabat w pół drogi pomiędzy przesileniem letnim, a równonocą jesienną. Czyli kolejnym świętem – Mabon, zbiegającym się z dożynkami. Czas zbiorów i pełnego startu jesieni. Zrównania długości dni i nocy, przygotowania na nadchodzącą zimę. Ostateczny koniec jesieni i ciepłych miesięcy, a początek ciemności i zimna wyznacza sabat Samhain, czyli odpowiednik Halloween i Świąt Zadusznych. Coraz dłuższych nocy, obumarcia, uśpienia natury i wysokich wibracji. Przygotowania na długie mroźne noce, króciutkie zimne dni, szarość i ponurość otoczenia. Kolejnym świętem, odpowiednikiem Bożego Narodzenia, jest Yule. Czas radości pośród najdłuższej nocy w roku. Zwiastun tego, że dni znowu zaczną być dłuższe i zrównają się z nocami, aby potem się wydłużyć jeszcze bardziej. Tak naprawdę to w tym momencie roku zaczyna rodzić się światło, mimo że nie widać tego jeszcze na zewnątrz. Przesilenie zimowe to czas nadziei na kolejny rok, na ciepło i radość w promieniach słońca. Na nowe wydarzenia, przedsięwzięcia i doświadczenia. Zapewnienie, że to jeszcze nie koniec.

Całość układa się w bardzo spójną i sensowną całość. Prawie wszystkie religie, głównie te starsze, opierają się na podobnym systemie naturalnym. Tylko z biegiem czasu zapomniano, że te święta obchodzi się w tym momencie nie bez powodu. Dużo osób stosuje archetypy natury w postaci bóstw. Ja wolę jednak nie iść w tę stronę, a pozostać przy dość prostym (mimo, że większości z was, wyda się pewnie zupełnie odwrotnie) postrzeganiu. Nie tylko dlatego, że do mnie totalnie nie trafia idea osobowych, fantastycznych postaci żyjących w niebie czy na ziemi, posiadających kilka oblicz i wcieleń. Oczywiście w formie człowieka, stawiając nas jako najważniejszych we wszechświecie i zakorzeniającym w nas niezdrowe postrzeganie, że cały świat jest po to by nam służyć, bo zostaliśmy stworzeni na podobieństwo bóstw. A taki model spotyka się w każdej religii. Dla mnie każda z religii się myli i ma rację jednocześnie. Co wyklucza jedyną i właściwą słuszność którejkolwiek z nich. Po głębszym studiowaniu tematu widać ogromnie dużo podobieństw, zależności pomiędzy nimi, a wszystko opiera się właśnie na naturze. Dlatego dla mnie wszystko jest teraz proste. Jestem osobą o silnej potrzebie rozwoju duchowego i spirytualnego, ale jednocześnie nie czuję tematów czystej wiary, bez żadnego własnego doświadczenia i opieraniu się na słowach kogoś tam, kiedyś tam, o czymś tam, nie mając nawet ziarenka pewności. Nie czułam nigdy również religijnych rytuałów i tradycji, które dla mnie nie miały najmniejszego sensu. Wyuczonych regułek, zasad, które zamykają człowieka w bańce beznadziejności. Nie lubię i czuję się bardzo źle, kiedy muszę zaprzeczać swojej logice, a niestety tak się czułam będąc pośród jednej z nich.


I oczywiście, mówię tu o swoich odczuciach i swoich doświadczeniach. Każdy niech wierzy (lub i nie) w co chce i robi co tylko czuje. Bo to jest właśnie najpiękniejsze – żyć tak, jak się czuje i sprawiać, aby każdy dzień przyprawiał o skrobanie radości. Dla mnie takim czymś właśnie m.in. jest życie w zgodzie z naturą na wszystkich płaszczyznach mojego życia. Religie dla mnie zlewają się w jedną całość, z którą nie chcę mieć za wiele wspólnego. Robię to co czuję, żyję blisko z naturą i jeśli ktoś bardzo chce, to to może nazwać właśnie moją religią.

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Notification